Ostatnio coraz częściej by zrozumieć siebie spoglądam na moją rodzinę. Nie potrafię stworzyć żadnego trwałego związku z mężczyzną. Poznaję fascynujących przedstawicieli płci brzydszej, od czasu do czasu trafiam również na tych, których lepiej omijać szerokim łukiem, stwarzam z nimi świetną relację, by po kilku tygodniach, miesiącach powiedzieć nagle „Żegnaj.” Tęsknię za tymi mężczyznami, którzy nagle pojawili się w moim życiu na kilka miłych chwil, a odganiam od siebie osobników, którzy zrobiliby dla mnie wszystko…

Niektóry twierdzą, że historia życia kołem się toczy. Nad każdą rodziną krąży fatum. Historia przodków często gęsto dosięga również następne pokolenia.

Spoglądam na moją babcię. Dzisiaj jest już ponad 80-letnią kobietą, schorowaną, dość szorstko potraktowaną przez życie. Wcześniej nie byłam zainteresowana jej życiem w szczegółach. Wiedziałam to, co najważniejsze. Dopiero szczera rozmowa uświadomiła mi, ile mamy punktów wspólnych ze sobą.

Była piękną kobietą, miała wielu adoratorów. Byli wśród nich mężczyźni, którzy zapewniliby jej godne życie na wysokim standardzie. Jednakże moja babcia, jak to się dzisiaj mówi miała „trudny charakter”. Lubiła rządzić, apodyktyczność to jej drugie imię, siebie stawiała na pierwszym miejscu i nigdy nie pozwalała by ktokolwiek decydował o jej życiu za nią. Kochała swoją niezależność. I w tym jesteśmy do siebie bardzo podobne. Może dlatego, że bardzo zawiodła się na pierwszym mężczyźnie w swoim zyciu i zarazem ojcu jej dwójki dzieci, nie potrafiła / nie chciała zaufać innemu. Jednak żaden człowiek nie jest samotną wyspą. Potrzebujemy drugiego człowieka. Potrzebujemy bliskości. Boimy się samotności i nie raz własnie ten strach jest przyczyną podejmowania złych decyzji. Młodość, uroda, witalność przemija. Dopada nas świadomość, że choć mamy bliskich to i tak jesteśmy sami. Odrzuciliśmy tych, którzy mogliby nas pokochać i dać nam szczęście, a „zaprosiliśmy” do naszego życia, osobę, która stała się tylko ciężarem…

Dlaczego Polak jest zawsze mądry po szkodzie? Dlaczego wielu z nas boi się zaryzykować? Boi się wziąć odpowiedzialność za drugiego człowieka?

Po fakcie przychodzi żal, żal straconych lat, utraconych ludzi, żal nie danych szans…

Patrząc się na moją Babcię, powinnam wyciągnąć wnioski z jej postępowania. Powinnam zmienić siebie, lecz trudno mówić o zmianach własnej osobowości, gdy przeżyło się już prawie 30 wiosen. Nie mówię, że mi źle. Gdyby było, łapałabym się każdej okazji by coś zmienić. Jednak są chwile, kiedy nachodzi mnie obawa, że skończę podobnie jak Ona.

Mówią, że każdy wiek, każda pora jest dobra na miłość. Ja twierdzę, że łatwiej o nią gdy jest się młodym, otwartym, ufnym, kiedy zdobyte doświadczenia nie zmieniły jeszcze serca w głaz. Wielu się pewnie ze mną nie zgodzi tutaj, ale im jesteśmy starsi, tym trudniej jest nam stworzyć prawdziwy związek oparty na przyjaźni, miłości, szacunku. Dlaczego? Ponieważ na wszystko obecne patrzymy przez pryzmat przeszłości i niewiele jest osób potrafiących odgrodzić to murem.

Nie bójmy się ryzykować, dawajmy szansę osobom, którym na nas zależy i nie uganiajmy się za tymi, dla których jesteśmy jakąś tam opcją.

Życie mamy tylko jedno, a stracone szanse nie wrócą nigdy…