BlogKobiety

c'est la vie

Wpisy z okresu: 8.2012

Wypad do klubu

0

Sobota minęła całkiem znośnie. Czułam w sobie mnóstwo pozytywnej energii, więc kiedy zaczął zbliżać się wieczór, pomyślałam, że szkoda byłoby go zmarnować. Niestety moje imprezowiczki wyjechały,a nie chciałam szukać innych chętnych na wypad do klubu, więc zrobiłam się na bóstwo, wsiadłam w auto i pojechałam. Sama. Teraz już wiem, że nigdy więcej tego nie powtórzę :D.

Samotna kobieta przy barze wzbudza zainteresowanie mężczyzn, zwłaszcza jeśli jest bardzo atrakcyjna. Sama? Czeka na kogoś? Ktoś ją wystawił? Prostytutka? Łowczyni facetów na jedną noc? Desperatka? A może nie chciała samotnie spędzać wieczoru licząc, że kogoś pozna na miejscu?

Ciekawość facetów zżera, ale żaden z nich na trzeźwo nie ma odwagi podejść. Jeśli już to są to bardzo nieśmiałe próby w obawie przed wbiciem szpili.

Muszę jednak przyznać, że pomimo tego, iż nie piłam procentów, niewiele tańczyłam, to wieczór zaliczam nawet do udanych. Obserwacja tego co dzieje się w klubie też wciąga. Większość przyszła się świetnie bawić w sobotni wieczór, we własnym gronie. Byli też tacy, którzy przyszli na łowy-niestety również znalazłam się w centrum ich zainteresowania, czasem zbyt nachalnego. Było kilku dość interesujących facetów, którzy szaleli na parkiecie, i momentami sama oddawałam się temu szaleństwu w ich towarzystwie. Jednakże, im było później tym procenty zmiksowane ze zmęczeniem mocniej uderzały do głów co niektórym samcom. Gdy wybiła godzina 2:00 w nocy, gdy trzech wstawionych facetów zaczęło już delikatnie rywalizować między sobą o mnie, stwierdziłam, że to idealny czas by „czmychnąć”, bez pozostawiania po sobie śladu w postaci „kopciuszkowego pantofelka”. ;)

Fantastyczna noc, bardzo ciepła, gwieździsta. Powietrze nie zanieczyszczone spalinami aut, jak to bywa w środku dnia. Do tego w powietrzu unosiła się woń rzeki. Uwielbiam zapach wody.

Wieczór zaliczony do udanych. Poznałam kilka ciekawych osób, z którymi rewelacyjnie się bawiłam, aczkolwiek nie było to moim celem, więc parkietowe znajomości pozostaną już tylko wspomnieniem.

Pomimo udanej zabawy, NIGDY WIĘCEJ samotnych wypadów do klubu!

Życiowe wybory

0

Ostatnio coraz częściej by zrozumieć siebie spoglądam na moją rodzinę. Nie potrafię stworzyć żadnego trwałego związku z mężczyzną. Poznaję fascynujących przedstawicieli płci brzydszej, od czasu do czasu trafiam również na tych, których lepiej omijać szerokim łukiem, stwarzam z nimi świetną relację, by po kilku tygodniach, miesiącach powiedzieć nagle „Żegnaj.” Tęsknię za tymi mężczyznami, którzy nagle pojawili się w moim życiu na kilka miłych chwil, a odganiam od siebie osobników, którzy zrobiliby dla mnie wszystko…

Niektóry twierdzą, że historia życia kołem się toczy. Nad każdą rodziną krąży fatum. Historia przodków często gęsto dosięga również następne pokolenia.

Spoglądam na moją babcię. Dzisiaj jest już ponad 80-letnią kobietą, schorowaną, dość szorstko potraktowaną przez życie. Wcześniej nie byłam zainteresowana jej życiem w szczegółach. Wiedziałam to, co najważniejsze. Dopiero szczera rozmowa uświadomiła mi, ile mamy punktów wspólnych ze sobą.

Była piękną kobietą, miała wielu adoratorów. Byli wśród nich mężczyźni, którzy zapewniliby jej godne życie na wysokim standardzie. Jednakże moja babcia, jak to się dzisiaj mówi miała „trudny charakter”. Lubiła rządzić, apodyktyczność to jej drugie imię, siebie stawiała na pierwszym miejscu i nigdy nie pozwalała by ktokolwiek decydował o jej życiu za nią. Kochała swoją niezależność. I w tym jesteśmy do siebie bardzo podobne. Może dlatego, że bardzo zawiodła się na pierwszym mężczyźnie w swoim zyciu i zarazem ojcu jej dwójki dzieci, nie potrafiła / nie chciała zaufać innemu. Jednak żaden człowiek nie jest samotną wyspą. Potrzebujemy drugiego człowieka. Potrzebujemy bliskości. Boimy się samotności i nie raz własnie ten strach jest przyczyną podejmowania złych decyzji. Młodość, uroda, witalność przemija. Dopada nas świadomość, że choć mamy bliskich to i tak jesteśmy sami. Odrzuciliśmy tych, którzy mogliby nas pokochać i dać nam szczęście, a „zaprosiliśmy” do naszego życia, osobę, która stała się tylko ciężarem…

Dlaczego Polak jest zawsze mądry po szkodzie? Dlaczego wielu z nas boi się zaryzykować? Boi się wziąć odpowiedzialność za drugiego człowieka?

Po fakcie przychodzi żal, żal straconych lat, utraconych ludzi, żal nie danych szans…

Patrząc się na moją Babcię, powinnam wyciągnąć wnioski z jej postępowania. Powinnam zmienić siebie, lecz trudno mówić o zmianach własnej osobowości, gdy przeżyło się już prawie 30 wiosen. Nie mówię, że mi źle. Gdyby było, łapałabym się każdej okazji by coś zmienić. Jednak są chwile, kiedy nachodzi mnie obawa, że skończę podobnie jak Ona.

Mówią, że każdy wiek, każda pora jest dobra na miłość. Ja twierdzę, że łatwiej o nią gdy jest się młodym, otwartym, ufnym, kiedy zdobyte doświadczenia nie zmieniły jeszcze serca w głaz. Wielu się pewnie ze mną nie zgodzi tutaj, ale im jesteśmy starsi, tym trudniej jest nam stworzyć prawdziwy związek oparty na przyjaźni, miłości, szacunku. Dlaczego? Ponieważ na wszystko obecne patrzymy przez pryzmat przeszłości i niewiele jest osób potrafiących odgrodzić to murem.

Nie bójmy się ryzykować, dawajmy szansę osobom, którym na nas zależy i nie uganiajmy się za tymi, dla których jesteśmy jakąś tam opcją.

Życie mamy tylko jedno, a stracone szanse nie wrócą nigdy…


  • RSS